{Violetta}
Ok, jeszcze oddycham.
Nie jest tak źle jak myślałam. Moje ręce i nogi są na swoim miejscu, palce zdolne do ruchu, oddech... w miarę normalny (jak na mnie).
Przekręcam głowę i szukam wzrokiem mojego lekarza. O, jest! Super, gada z moimi rodzicami... Jeśli ON gada z NIMI, to nie jest za dobrze. No, chyba że chodzi o moje urodziny, które pewnie spędzę na oddziale.
Pielęgniarka podchodzi do mojego łóżka, odmierza dawkę leków na rano i mówi:
- Violetto, dobrze się czujesz?
- Tak, całkiem nieźle, tyl... - nie zdążyłam dokończyć, bowiem pielęgniarka wepchnęła mi wszystkie możliwe tabletki z szafki do ust. Dała mi wodę i (na szczęście) odsunęła się od mojego łóżka.
Lekarz skończył gadać z moimi rodzicami. Mama patrzy na tatę z niepokojem w oczach. Super, pewnie znowu mam niebezpiecznie skurczone serce czy coś...
- Siostro! - wołam do pielęgniarki. - Może mnie siostra zasłonić? Chcę się ubrać!
Pielęgniarka podchodzi do łóżka (kręcąc tyłkiem najmocniej, jak się tylko da) i rozsuwa kotary.
Wzięłam do ręki koszulę szpitalną z moim imieniem naszytym na piersi (taki prezent na 15 urodziny) i założyłam na siebie. Wstałam powoli i ruszyłam w kierunku drzwi.
Hej! Oto pierwszy rozdział :D
Jeśli ktoś czytał ,,Magonię"
Marii Dahvany Headley to
może mu się to wydać
niewiarygodnie podobne.
Owszem, wzorowałam się trochę
na tej historii, jednak później historia
będzie się rozwijać o wiele inaczej :3
Ala :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz